Jednak muszę wstać. Dzisiaj Tata wraca o południu i to z nowym "Żonglerem" . Nadal go czytam, ale nie dla informacji, tylko aby Tata był szczęśliwy.
- Dzisiaj ubiorę się w... białą bluzkę i czarne długie spodnie. - wypowiedziałam lekko, jakby do własnej sowy.
Kiedy jestem gotowa usłyszałam skrobanie mojego okna przez sowę. JEGO sowę. "Jupi!" krąży mi w myślach, ale kiedy już jest w mojej chacie zauważam przywiązane do jej nóg małe podełko. Po otworzeniu pudełeczka znajduję w nim wielką miskę budyniu. "Pychota" tylko to mi teraz krąży po głowie. A na liście który miała w dziobie jest napisane jest:
"Smacznego -Neville" .
Szybko wzięłam kartkę i odpisałam:
"Dziękuję -Luna" .
Nie minęło 10 minut a do mojego domu wleciał kolejny liścik:
"Przyjdę po Ciebie o 18 -Neville" .
"Co? Czy On właśnie..." nachodziło mi na myśl.
"Nev, czy ty mnie właśnie zaprosiłeś na randkę? -Zaskoczona Luna"
"Chyba tak. -Neville" .
Ale ja już nie byłam w stanie odpisać. Leżałam na łóżku z karteczką przytuloną do klatki piersiowej.
