- Uważaj, korzeń. - wypowiedział ostrzegawczo Nev.
- Dokąd mnie tak prowadzisz? - spytałam, chociaż po szeleście i zapachu sosen wywnioskowałam, że to las.
- Powiem Ci tylko, że się ucieszysz.
Już po chwili Neville wyszeptał bardzo cicho:
- To już koniec. Proszę tylko jeszcze, abyś mówiła cicho, bo niespodzianka ucieknie.
"Niespodzianka ucieknie" ? Czyli to jest coś żywego.
- Niespodzianka... - powiedział delikatnie jasnowłosy zdejmując dłonie z moich oczu.
Stało tam stado testali. Neville chwycił mnie za rękę i powiedział:
- Znalazłem je tu wczoraj. A że trochę się na nich znasz to, wiesz... chciałem Ci je pokazać. - mówił niepewnie drapiąc się drugą ręką po głowie. - A i wziąłem jeszcze kilka jabłek. - po czym podał mi jabłko.
Zaczęliśmy je karmić, a kiedy skończyły nam się jabłka Nev chwycił uszczypnął mnie w ramie i krzyknął:
- Berek!
Po czym uciekł w głąb lasu. Kiedy już sądził, że przede mną uciekł, wyskoczyłam zza drzewa i krzyknęłam:
- Berek!
Ale on był szybszy i rzucił się na mnie. Obydwoje upadliśmy na podłogę, w sumie on na mnie. Czułam jego oddech na moich wargach. I leżeliśmy tak na sobie, i nic. Po chwili Neville zgarnął włosy z mojej twarzy i rzekł:
- Chcę mieć widok na Twoje piękne oczy.
I chyba byśmy się pocałowali, gdybyśmy nie usłyszeli krzyku:
- Luna! Neville!
To była Hermiona. Była na spacerze z Ronem. Neville ostatni raz na mnie szybko spojrzał i wstał.
- No hej. - powiedział, witając się po męsku z Ronem.
-Cześć. - rzekła w moją stronę przyjaciółka, przytulając mnie.
I tak się skończył nasz spacer. Neville potem już był bardziej... przygnębiony, a potem? Neville i Miona poszli do siebie, a ja z Ronem do siebie.
piątek, 30 października 2015
niedziela, 25 października 2015
"Nuna" - Rozdział 6
Neville zgodnie z obietnicą przyszedł punktualnie, a na powitanie pocałował mnie w policzek. Nie ukrywajmy, bardzo się zarumieniłam, co zauważył i dodał:
- Mi też miło Cię widzieć.
- To co? Idziemy? - zapytałam chwiejąc się na palcach.
- Idziemy. - odpowiedział wpatrując się w moje oczy. - Ale masz się ciepło ubrać, nie chcę mieć pogadanki z Twoim ojcem.
Zaśmiałam się, a on to zauważył i podał mój płaszcz. A ja zgodnie go ubrałam.
- Dziękuję. - odpowiedziałam, a jednym spuszczeniem głowy opadły mi włosy na twarz.
- Miejsce w które Cię zabieram ma być niespodzianką, więc... czy mogę Ci zasłonić oczy? - rzekł, jakby nigdy nic.
Zawahałam się przez chwilę.
- Nie ufasz mi? - zapytaj chwytając mnie za rękę.
- Ufam Tobie bardziej, niż komukolwiek Neville. - odparłam odwzajemniając uścisk.
Zasłonił mi oczy ciepłymi dłońmi i szepnął do mojego ucha:
- Ja Tobie też.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
