piątek, 28 sierpnia 2015

"Nuna" - Rozdział 2


- Luna... - wypowiedział szeptem, przytulając mnie na powitanie.
- Nev! - powiedziałam odwzajemniając uścisk.
- Masz buty? - zapytał z ciekawością.
Kiedy jeszcze chodziłam do szkoły, dzieciaki dla żartu chowały mi ubrania, ale ja skończyłam naukę i kontaktuje się tylko z Harrym, Ronem, Hermioną, Ginny i... Nim.
- Mam. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- A miotłę?
- Też.
- To co ty jeszcze robisz? Ubieraj się i lecimy!
Nie musiała minąć minuta, a ja już miałam ubrane sandałki i siedziałam na miotle. Nie wiedziałam gdzie zmierzamy, ale mu zaufałam i leciałam dosłownie za nim. Neville co chwilę na mnie zerkał by upewnić się, że nadążam.
Po około dwudziestu minutach zauważyłam wioskę Hogsmeade.
- Za chwilę lądujemy! - wykrzyczał mój przyjaciel.
Wylądowaliśmy bez żadnych problemów, chociaż o mało nie potrąciłam jakiegoś chłopca.
- No, to co Lunka? - zapytał z entuzjazmem Nev. - Miodowe królestwo? Sklep Zonka? Może jakaś karczma?
- Mam ochotę na kremowe piwo. - powiedziałam swoim rozmarzonym tonem.
- Świetnie. - odrzekł, a już chwilę później byliśmy w Pubie Pod Trzema Miotłami. Oczywiście ze względów na kulturę osobistą osuną mi krzesło, po czym sam usiadł na przeciwko mnie.
- Co dla was Gołąbeczki? - zapytała Madame Rosmetra.
- Dwa piwa kremowe. - rzucił Mistrz Zielarstwa z uśmiechem, który ostatni raz widziałam podczas Bitwy o Hogwart.
- Robi się! - rzekła kelnerka, odwracając się do baru.
- Jak u Ciebie? Praca? W ogóle, życie? - spytał mnie prosto z mostu.
- Dobrze, aż za dobrze. Aktualnie ciągle pomagam w hodowli rzadkich zwierząt. Niedługo postaram się o posadę badaczki tych istot, a z tego co wiem z moją Wybitną oceną na koniec roku z Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami. A ty? - lekko się rozgadałam...
Madame Rosmetra przyniosła zamówienia po czym nie zważając na naszą reakcje.
- Eh. Moi rodzice czują się o niebo lepiej... I na razie pomagam w hodowli magicznych roślin.
- A dlaczego przez trzy miesiące nic do mnie nie pisałeś? - dopowiedziałam smętnie siorbiąc kremowe piwo.
- Moja sowa... Nowa sowa, ma złamane skrzydło.
- Bardzo mi przykro.
- Nie potrzeba, jest jeszcze Sowia Poczta. To moja wina, że się nie odzywałem.
- Nie mam Ci tego za złe.
- Zawsze byłaś taka... wyrozumiała. - odpowiedział biorąc cały łyk piwa na raz. - Luna...
- Hm?
- Masz wąsa.
- Co?!
- Kremowego. - wyszeptał ocierając serwetką moją twarz. Nie muszę chyba wspominać, iż się cała zarumieniłam. - A zawsze sądziłem, że będziesz pomagać swojemu tacie w pisaniu "Żonglera".
- Ja... ja.... - próbowałam z siebie wykrztusić, chociaż słowo. - Ja... wiem, że to jest stek bzdór.
Neville wyglądał na oszołomionego. Zapewne nie spodziewał się, że kiedykolwiek to ode mnie usłyszy.
- Spokojnie, Nev. Nie zmieniłam się, po prostu to zrozumiałam. - wyrzuciłam patrząc na jego osłupienie.
- To chyba... dobrze. - zachichotał.
- A co u Ciebie nowego?
- Ee... - widać było, że się waha. - Nic, nic a nic.
- Ostatnio rozmawiałam z Hermioną. - rzuciłam niespodziewanie. - Zdradziła mi, iż chodzi z Ronem. Wogóle to tylko ona wróciła dokończyć siódmy rok. ...
Rozmawialiśmy o dawnych czasach, aż do wieczora. Dowiedziałam się na przykład, że szklarnia w której pracuje Neville znajduje się w sumie nie daleko mojego domu, że Ginny została przyjęta do narodowej drużyny quddicha i że po wojnie w Slytherin'ie mogą być też uczniowie o innym statucie krwi, ale nadal ma złą opinię, bardzo złą.
Myślę, że to początek czegoś wspaniałego.

3 komentarze:

  1. Fajny rozdzialik. Lekko się czyta, masz u mnie za to plusa :P. Życzę Weny z całego serca. Pozdro, Julia (͡° ͜ʖ ͡°)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudownie piszesz. Na dodatek jeszcze o mojej ulubionej parze!!!I♡Neville Longbottom
    Lily Potter

    OdpowiedzUsuń