piątek, 28 sierpnia 2015

"Nuna" - Rozdział 4

Rozmawialiśmy już dobre trzy godziny. Humory nam świetnie dopisywały, a rozmowy ciągnęły się w nieskończoność.
- Jak tam u Ciebie w pracy? Bo z tego co widzę ciągle siedzisz w domu. - powiedział z uśmiechem.
- Wzięłam wolne. - nagle przerwałam. - Muszę poukładać parę spraw...
Spojrzał na mnie badawczo, a ja oglądałam moją "piękną" podłogę.
- Czasami sądzę, że nikt mnie nie rozumie. Mimo, że ja... już jestem... bardziej normalna...
- Nawet nie kończ, bo to kłamstwo. - odpowiedział.
Siedzialiśmy obok siebie, ramię w ramię, ja trzymając ręce przed sobą, a On obejmując (już pustą) miseczkę z budyniem.
Po minucie milczenia dopowiedziałam:
- Miło, że tak sądzisz. Nigdy nie przejmowałam się uwagami o mnie, ale teraz, gdy tak na to spojrzeć...
Błądziłam na jego wzroku w poszukiwaniu jakiegoś pokiwania lub czegoś podobnego, ale nic nie odnalazłam.
Nagle poczułam ciepły dotyk jego dłoni na mojej ręce. Patrzyliśmy na siebie. Dokładnie oglądałam jego oczy. Głębokie, ciemne. Po chwili, zaczeliśmy ku sobie zmierzać. Zamknęłam oczy i czekałam, aż poczuję jego usta na moich. Już czułam jego oddech na moich wargach...
W ten rozległ się trzask, drzwi, który gwałtownie nas od siebie odsunął.
- Luna! Luna, gdzie jesteś! - usłyszałam głos, głos mojego ojca.
- Tato jestem w kuchni! - odkrzyczałam, ale dość cicho jak na krzyk.
Wchodząc do pomieszczenia wpierw spojrzał na Nevilla.
- Tato, to Neville Longbottom. Mój... przyjaciel. - ostatnie słowo powiedziałam z trudem, a mój ton głosu nieśmiało to podkreślił.
- Widziałem go na jednym z Twoich portretów. - rzekł odgarniając włosy z twarzy.
- Mi też miło pana poznać. - wymuczał i gdyby nie to, że to dobrze znam wydało by mi się, że w ogóle nie użył sarkazmu.
- Chłopcze, czy wiesz, że jest już 23.17 ?  - odpowiedział po chwili myślenia.
- Tato, on tu siedzi od rana, ale dopiero 3 godziny... może jest 11.17, a nie 23? - dodałam.
- Nie. Mówię poważnie.
Tak poważnie jak pisze w "Żonglerze" , pomyślałam.
Nev zaczął się nachylać do mojego ucha i najciszej jak mógł powiedział:
- Luna, Twój tata ma rację. Muszę lecieć. Miło było.
Odprowadziłam go do drzwi.
Przytuliłam go najmocniej jak mogłam, łzy leciały mi ciurkiem, a jedyne co chciałam robić to stać przy nim. Teraz i już zawsze.
- Obiecaj..., - wyszeptałam przez łzy. - że napiszesz.
On natomiast chwycił dłonią za moją brodę i uniósł ją lekko.
- Od razu jak wróce. - odpowiedział czule, tylko.
- Pa Nev.
- Do zobaczenia Luna.
Dopiero teraz zauważyłam, że jest ode mnie wyższy o głowę.
- Ach ten Neville... - powiedziałam do siebie.

2 komentarze:

  1. O kurcze!
    Przeczytałam wszystke rozdziały i muszę to powiedzieć - świetnie piszesz!
    Dobry styl, żadnyc literówek, kilka niesistotnyh błędów interpunkcyjnych. Mam nadzieję, że niedługo dodasz kolejny rozdział <3
    Pozdrawiam, Lizzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, ten komentarz bardzo podniósł mnie na duchu :) Już niedługo...

      Usuń